Największe zagrożenie to ignorancja

Okazuje się, że często słabości dbałości o bezpieczeństwo w transporcie tkwią w banalnych i z pozoru oczywistych elementach polityki bezpieczeństwa, które w wielu rodzimych firmach są traktowane po macoszemu. Jednym z takich elementów są odpowiednie metody ochrony ładunków. Kolejny element to zaniedbania w materii zabezpieczenia ładunków przed kradzieżą. Pośrednio związane są z tym obszarem błędy w zakresie doboru pracowników odpowiedzialnych za wszystkie wspomniane elementy. Problem zatem stanowi brak odpowiednich narzędzi specjalistycznych z kręgu human resources.

Transport to bezustanna zmiana. Umiejętność dopasowywania się do dynamiki rynku powinna być podstawową zaletą firm działających w branży. Wszystkich uczestników łańcucha dostaw. Podmiotów produkcyjnych, handlowych, spedycyjnych, logistycznych i przewozowych. Nieodpowiedni dobór kadry zarządzającej bezpieczeństwem, a także wykonującej zadanie w tym sektorze walki z zagrożeniami na rynku TSL, to podstawowy mankament rodzimego transportu. Do wysokich standardów zarządzania zasobami ludzkimi w dbałości o bezpieczeństwo transportowe należy ustalanie tzw. stref dostępu. Tylko wykwalifikowani pracownicy powinni mieć do czynienia ze strefami wiążącymi się z najwyższym ryzykiem.

Oczywiste jest również założenie, zgodnie z którym za większość błędów odpowiadają menedżerowie. Zarząd danej firmy musi w takich sytuacjach rozważyć zmiany w składzie kadry kierowniczej. Istotne jest również kierowanie się ryzykiem wynikającym z wartości przewożonego towaru. Wiele firm lekceważy tę kwestię. Często przewóz gumy balonowej traktowany jest na równi z transportem towarów cenniejszych, takich jak: alkohol, tytoń, farmaceutyki, czy elektronika. Takie przeświadczenie należy z branży przy każdej okazji eliminować.

 

Foto©Andre_Bonn-Fotolia